World of make-up ;)

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Przenoszę się na http://beauty-is-an-art.blogspot.com zapraszam! :)
Tagi: blog
12.03.2011 o godz. 22:13
Tym razem notka trochę patriotyczna. Jak to ładnie mówią „cudze chwalicie swego nie znacie” tym razem chciałam napisać o produktach naszych rodzimych firm. Od długiego czasu używałam cieni Inglota ale stosunkowo niedawno przekonałam się także do polskich produktów pielęgnacyjnych.

Wszystko zaczęło się od kremu dotleniającego Dax’a. Kupiłam go za namową pani w gliwickiej Naturze i, ku mojemu jakże ogromnemu zaskoczeniu, krem ten okazał się być strzałem w dziesiątkę. Idąc tym tropem kupiłam jeszcze czekoladowo-kokosowy peeling cukrowy tej samej firmy i do dziś go używam, mam już chyba 5 opakowanie :)

Bardzo cenię sobie też markę Ziaja. Posiada wiele wspaniałych produktów w naprawdę niskich cenach. Moje Ziajowe hity to pachnące masła do ciała (szczególnie wariant kakaowy), płyn micelarny z serii Sopot Spa oraz kremy do twarzy i balsamy z masłem kakaowym. Lubię też ich mydła pod prysznic – kakaowe, kozie mleko, oliwkowe i z owocowej serii Blubel.

I moje ostatnie odkrycie – Bielenda. Zakochałam się w masełku do ciała z czarną oliwką, polubiłam też kremy do twarzy z tej serii. W kolejce czekają krem do twarzy i pod oczy Eco Care oraz algi do mycia ciała. Mam nadzieję, że okażą się równie dobre albo jeszcze lepsze od Czarnej Oliwki 

Lubię też żele pod oczy Flosleku, peelingi i kremy do ciała Joanny i czekoladowo-pistacjowe masło do ciała Farmony i sól do stóp od Dr Stopy. A kocham miłością absolutną balsam do ust Tisane :) Mama lubi kremy Dermiki, Sorayi i Eris.
Wygląda na to, że polskie marki ostatnimi czasy zdecydowanie podniosły jakość swoich wyrobów i mogą śmiało konkurować z zagranicznymi firmami i jakością oferowanych produktów i ich ceną.

Wspomniałam także o cieniach Inglot. Jak zapewne pamiętacie firma ta zaczynała od bazarków i małych sklepików żeby teraz być międzynarodowym potentatem. Jak już pisałam cienie mają świetne i spokojnie mogą konkurować z cieniami dużo droższymi np. MAC czy Smashbox. Ostatnimi czasy polubiłam także ich linery w żelu (gorąco polecam!) oraz kredki do ust i klej do rzęs. Chętnie używam ingotowego pudru sypkiego i różu do policzków a wiem, że klientki bardzo chętnie kupują sypkie pigmenty, pomadki, błyszczyki i podkłady do młodej skóry. Ogromnym plusem Inglota jest ich szeroka gama kolorystyczna i możliwość komponowania indywidualnych paletek cieni, szminek, korektorów, pudrów, róży i kosmetyków do brwi.

Z polskich kosmetyków do makijażu polecam także cienie My Secret (osobiście posiadam tylko 4 matowe aczkolwiek słyszałam, że pozostałe też są dobre), puder sypki My Secret, błyszczyki Wibo i Lovely, odżywki do paznokci Lovely (szczególnie różowe serum witaminowe), lakiery do paznokci Sensique. Koleżanki chwalą też lakiery do paznokci do Bell i puder w kulkach Vollare/Cantare.

A jak jest z Wami? Chętnie sięgacie po polskie kosmetyki? Macie jakieś swoje ulubione?

Pozdrawiam i przedstawiam swoją top 5 polskich kosmetyków (kolejność przypadkowa):

1. Krem dotleniający z serii Cera mieszana Dax Cosmetics
2. Masło do ciała z serii Czarna oliwka Bielendy
3. Masło do ciała kakaowe Ziaji
4. Płyn micelarny z serii Sopot Spa Ziaji
5. Żel pod oczy ze świetlikiem Floslek
6. Peeling czekoladowo-kokosowy Dax Cosmetics
7. Balsam do ust Tisane
8. Owocowe pellingi do ciała Joanna
9. Cienie do powiek Inglot
10. Liner w żelu Inglot
24.01.2010 o godz. 16:56
Po raz kolejny muszę przeprosić Was za długą nieobecność. Tym razem będzie o moim stosunkowo niedawnym odkryciu czyli kosmetykach amerykańskiej firmy NYX. Niestety produkty te są na razie niedostępne w Polsce, można je nabyć np. za pośrednictwem www.cherryculture.com . Kosmetyki te są bardzo tanie (1-10$) za to ich jakość jest zdecydowanie wyższa niż sugeruje cena. Jak na razie stałam się szczęśliwą posiadaczką kilku szminek, błyszczyków i pigmentów i planuję dalsze zakupy. Ten post będzie sukcesywnie uzupełniany o kolejne odcienie.

Round Lipstick czyli wspaniałe szminki w cenie 1,5-3$
Oto jak można kupić tanią a zarazem bardzo dobrą szminkę. Występuje w baaaaaaaardzo szerokiej gamie kolorystycznej. Osobiście preferuję te matowe ale w ofercie znajdują się też perłowe odcienie.
Szminki mają kremową konsystencję i długo utrzymują się na ustach. Mają piękne kryjące odcienie jednak lubią podkreślać suche skórki. W tej serii znajduje się ogromna ilość cielistych odcieni więc każda fanka tego typu ust na pewno znajdzie coś dla siebie. Ogromny plus za wspomnianą już niską cenę – można kupić kilka odcieni i przekonać się w jakich czujemy się najlepiej bez wydawania fortuny 

B52: Odcień bardzo podobny do naturalnego pigmentu moich ust. Brudny róż złamany czerwienią, raczej ciepły odcień.
Honey: Mój numer 1 wśród cielistych szminek. Ciepły beż, idealny dla ciemnej karnacji.
Louisiana: Intensywny róż, taki w stylu Barbie.
Orange soda: Również, wbrew nazwie, cielisty odcień. Beż z domieszką pomarańczu, ciepły.
Rea: Kolejny typowy cielak. Chłodny beż, bez domieszki różu.
Snow white: Piękna chłodna czerwień z niebieskim pigmentem. Daje optyczny efekt wybielenia ust.
Tea rose: Jasny brudny róż. W miarę naturalny odcień, polecam na dzień.

Mega Shine Lipgloss to bardzo udane błyszczyki w cenie 3-5$. Podobnie jak szminki posiadają ogromną gamę kolorystyczną. Wiele błyszczyków nie posiada drobinek co moim zdaniem jest ogromnym plusem. Mają przyjemny wiśniowy zapach, stosunkowo długo utrzymują się na ustach i nie kleją się. Podoba mi się też aplikator, którym łatwo dozuje się kolor – możemy wybierać między transparentnym, lekko kryjącym i kryjącym efektem.

Plush red: Malinowa czerwień. Odcień mocny, raczej wieczorowy. Bezdrobinkowy.
Smokey look: Jak sama nazwa wskazuje idealny do smoky eyes ale polecam go również na co dzień. Brzoskwinia z maleńkimi drobinkami, których na ustach nie widać ani tym bardziej nie czuć. Ciepły.
Tanned: Ciemny ciepły beż. Bezdrobinkowy, idealny do ciemnej karnacji albo do podkreślenia wakacyjnej opalenizny.
Taupe: Bardzo jasny odcień. Rozjaśnia i ochładza kolor ust. Bezdrobinkowy.

Ultra Pearl Mania to ultra tanie pigmenty w pięknych odcieniach. Cena wacha się od niecałego dolara do 2$. Jedynym minusem jest opakowanie: duża buteleczka posiada dosyć wąską szyjkę przez co trudno nabrać idealną ilość kosmetyku na pędzel.

Silver pearl: Perłowe srebro
Baby blue pearl: Jasnoniebieski, chłodny
Baby pink pearl: Jasny róż, chłodny
Fanta pearl: Łososiowy, ciepły
Oro pearl: Stare złoto
Yellow pearl: Słoneczny żółty
Jade pearl: Intensywna trawiasta zieleń
Black pearl: Czarny, wbrew nazwie matowy

Mam nadzieję, że moje swatche pomogą Wam wybrać właściwy odcień. W razie jakichkolwiek pytań dotyczących samych kosmetyków lub odcieni piszcie, chętnie Wam pomogę
21.11.2009 o godz. 18:55
Kolejny odcinek o tym, czym podkreślamy kontur oka. Kredki i linery stają się coraz bardziej popularne. Kiedyś klasyczne czarne dziś przybierają wszystkie kolory tęczy. Co lepsze: kredka czy liner? Tym razem podpowiem Wam jak kupować i używać tych kosmetyków.


*KREDKI w dalszym ciągu są częściej wybierane od tuszy do kresek. Powód jest prosty – kredką łatwiej narysować kreskę, dokonać ewentualnej korekty czy uzyskać różne efekty makijażu (da się ją np. rozmazać). Kredki mogą być cienkie – służące do rysowania kresek albo grube, do malowania całej powieki, zwane też cieniami w kredce. Mogą być matowe, brokatowe, rozświetlające a nawet opalizujące (np. Duochrome od Bourjois).

Jak kupić dobrą kredkę? Przede wszystkim trzeba sprawdzić jej twardość. Nie powinna być ani za miękka (kreska łatwo się rozmaże) ani za twarda (trudno nią narysować cokolwiek, używając jej ma się wrażenie, że za moment zostaniemy bez oka ;) ). Najlepsza jest średniotwarda kredka, którą łatwo się i rysuje i temperuje (paradoksalnie dotyczy to też tych wysuwanych!). Kredki rozświetlające i cienie w kredce zazwyczaj są bardziej miękkie od ołówków przeznaczonych do rysowania kresek. Świetnym patentem jest, ostatnio coraz częściej dołączona do kredki, gąbeczka do rozcierania kresek. Można nią lekko rozetrzeć linię tworząc przydymiony efekt albo stopniować nasycenie koloru.
Polecam: kredki Be Yu, Mac i Make up for ever, Kohl pencil Max Factora, Long Lasting od Essence,


*LINERY występują w różnych formach. Płynne, żelowe lub w formie pisaka. Z reguły są zdecywanie trwalsze od kredek i służą głownie do wykonywania kresek (cienkich, graficznych, grubych). Nie nadają się do używania jako cień (absurdalne? Tak ale wierzcie drogie Panie takie przypadki już widziałam :) )

W FORMIE PISAKA lub w kałamarzu ale z końcówką podobnych do tych w flamastrze (zazwyczaj z gąbki o cieniutkim końcu) polecane są głownie dla początkujących chociaż mnie osobiście nigdy do gustu nie przypadły. Flamastry mają jedną wadę – nawet minimalnie źle zamknięte potrafią bardzo szybko wyschnąć.
Polecam: Deep Liner Joko

PŁYNNE, w kałamarzu – zdecydowanie najpopularniejsze. Powinny mieć lekko kremową konsystencję co zdecydowanie ułatwi nam narysowanie perfekcyjnej kreski (za żadne skarby tusz nie powinien sam wypływać z opakowania). Tusz ten posiada pędzelek. Dobrze gdy jest on cienki – takim bez problemu poradzimy sobie z cieniutką jak i grubą kreską.
Polecam: Deep liner Joko, Gosh, Liquidlast od Mac, Metallic liner od Golden Rose, Nouba, Superliner L’Oreal’a

ŻELOWE – stosunkowo od niedawna na rynku. Sprzedawane są w odkręcanych słoiczkach. Ich minusem a zarazem plusem jest brak pędzelka – musimy dokupić go osobno (kolejny wydatek)ale dzięki temu możemy bez problemu dobrać pędzelek do naszych potrzeb i umiejętności. Trzeba go dokładnie zakręcać po użyciu bo, podobnie jak flamastry, lubi wysychać. Jeśli tak już się stanie potrzebny nam będzie tzw. mixing medium (o tym w następnych postach). Niezwykle wydajny kosmetyk, kolory można dowolnie ze sobą mieszać. Jest bardzo gęsty i szybko wysycha dlatego trudniej wykonać poprawki. Jest niezwykle trwały, wodoodporny i dosyć łatwo zrobić nim idealną kreskę.
Polecam: AMC Inglota, Brush-on Cream liner Clinique, Fluidline Mac’a

*KOHLE,KAJALE I INNE ORIENTALNE CUDA – zastanawiałyście się kiedyś co jest sekretem pięknych oczy Arabek? To właśnie Kohl. Oryginalny kohl jest proszkiem natomiast kajal to mazista, miękka kredka. Są idealne do podkreślania wewnętrznej części dolnej powieki ale z powodzeniem można nimi malować kreski i na obu powiekach. Osobiście zachęcam do eksperymentowania z tymi cudeńkami. Mają je w ofercie firmy dobrze nam znane jak np. L’Oreal i Guerlain. Kuszą Was oryginalne arabskie kohle? Polecam zakupy w aptece – tylko tam możecie mieć 100% pewność, że zakupiony kosmetyk nie posiada w swoim składzie ołowiu.
Polecam: egipski Kohl firmy Ava, mineralny Kohl L’Oreal i Guerlain

Jak zrobić kreskę? Po pierwsze – trening czyni mistrza :) Jeśli nie wyjdzie za pierwszym razem, ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć. Polecam oprzeć rękę np. o blat i lekko naciągnąć powiekę – to pomaga.

27.09.2009 o godz. 14:57
Przepraszam za długą nieobecność. Postaram się szybko wszystko nadrobić :)

Dzisiaj trochę o tym, co nakładamy na powieki – o cieniach. Na pewno każda z nas ma co najmniej jeden w swojej kosmetyczce. Tym razem podpowiem Wam, jakie cienie wybierać a jakich należy bezwzględnie unikać.

Podstawowo cienie dzielą się na pudrowe, kremowe i sypkie. Wybór ulubionej formuły pozostawiam Wam, pamiętajcie jednak, że każda z nich daje inny efekt na powiece.

*PRASOWANE (pudrowe) – najpopularniejszy rodzaj cieni do powiek. Łatwo się je aplikuje, łatwo łączy się kolory. Polecam nakładanie ich pędzelkiem (odradzam gąbkowe aplikatory). Cienie te występują w różnych wariantach:
MATOWE: polecam na dzień i do zdjęć. Wyglądają elegancko, podkreślają oko a jednocześnie nawet przy dużej ilości nie wyglądają tandetnie. Matowy makijaż wygląda profesjonalnie, więc idealnie sprawdzi się w każdej sytuacji. Użycie matowych cieni polecam też do zdjęć (chociażby np. do dowodu, jeśli robimy makijaż), oko nimi pomalowane wygląda dużo lepiej niż po użyciu błyszczących cieni. Matowe cienie w mocniejszych kolorach (granat, fiolet, czerń) nadają się świetnie do makijażu wieczorowego. Pamiętajmy jednak, że zazwyczaj są dobrze napigmentowane, więc zrezygnujmy wtedy z jakiegokolwiek innego mocnego akcentu w makijażu.
SATYNOWE: idealne do makijażu dziennego. Nie są całkiem matowe, nie błyszczą też mocno. Dają piękny satynowy połysk. Nadają się też do subtelnego, wieczornego makijażu.
PERŁOWE: polecam na wieczór. Jeśli bardzo lubimy ten rodzaj cieni do makijażu dziennego można wybrać te lekko perłowe aczkolwiek polecam przerzucić się na maty lub satynowe. Te cienie mocno błyszczą na powiece i stosunkowo łatwo z nimi przesadzić. O ile drobne niedociągnięcia matowym lub satynowym cieniem mają szansę pozostać niezauważone o tyle w wypadku jakichkolwiek błyszczących cieni stają się one widoczne. Perła nie lubi niestaranności i niechlujności, warto więc poświęcić na makijaż tymi cieniami nieco więcej czasu a efekt końcowy obejrzeć w różnym oświetleniu. Jasne perłowe odcienie pięknie rozświetlają oko (polecam szczególnie biały/złamaną biel/ecru w wewnętrznym kąciku oka), pozwalają również wykonać lżejszy makijaż wieczorowy niż matowe (osobiście polecam połączenie matowej czerni z perłowym szarym).
BROKATOWE: idealne do makijażu wieczorowego! Wyraziste, mocno błyszczące i bardzo często opalizujące. Podobnie jak z perłowymi cieniami łatwo z nimi przesadzić (uzyskując efekt świecącej się choinkowej bombki). Makijaż brokatowymi cieniami musi być naprawdę precyzyjny – nie dość, że również nie lubią niestaranności to jeszcze bardzo lubią się osypywać przy nakładaniu. Polecam tylko na wielkie wyjścia. I jeszcze jedna rada, – jeśli wybieracie brokatowe cienie zrezygnujcie z brokatu na ustach/policzkach/dekolcie jeśli nie chcecie wyglądać tandetnie (ale uwaga! Mam na myśli brokat a nie maleńkie drobinki np. w różu do policzków. Ale muszą być naprawdę maleńkie i subtelne!)
Polecane produkty: Inglot (szczególnie paletki, które można samemu skomponować), piątki Diora, czwórki Chanel, cienie Clinique, Revlon Colorstay

*KREMOWE – zazwyczaj perłowe i opalizujące. W zależności od nałożonych warstw możemy uzyskać efekt transparentny, półtransparentny lub kryjący. Zazwyczaj nakłada się je palcem (aplikacja pędzlem lub aplikatorem do mnie nie przemawia aczkolwiek nie piszę, że tak nie można :) ). Trzeba nakładać je bardzo starannie. Polecam je szczególnie na lato gdyż pięknie mienią się w słońcu i często mają letnie, intensywne barwy, które rozświetlają oko i podkreślają opaleniznę. Wybierając ten rodzaj cienia przetestujmy go najpierw w drogerii – część z nich zastyga na powiece (dzięki czemu są trwałe) a inne niestety nie, co powoduje ich szybkie rolowanie się w zagłębieniu powieki. Dostępne są w tubkach, słoiczkach, sztyftach oraz opakowaniach z aplika torem (podobnych do opakowań po błyszczykach). Cienie w kremie bardzo często mają też składniki pielęgnujące skórę powiek (np. nawilżające). Nadają się też na zimę (pokrywają oko ochronną warstewką).
Polecane produkty: Shiseido Hydro-Powder Eye Shadow

*SYPKIE (pigmenty) – prawie zawsze są iskrzące, perłowe, mieniące się drobinkami brokatu. Występują też (niestety rzadko :( ) w wersji matowej (MAC, mineralne). Matowe i lekko perłowe idealnie nadają się do dziennego makijażu, całą resztę sypkich cieni polecam na wieczór. Dają piękny mieniący się różnymi kolorami efekt, dzięki czemu piękny makijaż można czasem wyczarować jednym, mocno opalizującym, cieniem. Niestety lubią się osypywać, polecam więc wcześniej poćwiczyć ich aplikację pędzlem.
Polecane produkty: pigmenty MAC, APC, Gosh

Ogólne rady odnośnie cieni do powiek:
- polecam używać do makijażu oka co najmniej 2 kolorów cieni (mogą być kompletnie różne albo zbliżone do siebie). Wierzcie, że oko pomalowane jednym kolorem (z wyjątkiem niektórych cieni sypkich) nigdy nie będzie wyglądało tak ładnie jak pomalowane minimum dwoma odcieniami.
- używajcie bazy pod cienie
- nie zapomnijcie wytuszować rzęs (wiem, że uwaga może wydać się głupia, ale widuję czasem panny w niepomalowanych rzęsach, które mają obsypane kolorowym pyłkiem z cienia i nie wygląda to ładnie).
- jeśli chcecie uzyskać mocniejszy efekt możecie nałożyć cień na mokro o ile się do tego nadaje! Niektóre cienie można w ten sposób łatwo zniszczyć.
- używajcie pędzli do cieni – zdecydowanie łatwiej się nimi nakłada cienie, rozciera i miesza kolory



Paletki ze zdjęcia: INGLOT :)
07.07.2009 o godz. 14:52
Mascary są z pewnością jednym z najczęściej kupowanych kosmetyków. Występują zazwyczaj w kilku kolorach (czarny, brązowo-czarny, brązowy i granatowy) ale coraz więcej firm ma w swojej ofercie tusze fioletowe, zielone, czerwone, różowe, złote, srebrne... W kolekcjach karnawałowych można znaleźć brokatowe lub opalizujące. Kolor najlepiej dobrać do swojej oprawy oczu i ich koloru. Na specjalne okazje namawiam na użycie kolorowego tuszu - efekt może być naprawdę zaskakujący. Nie polecam ich jednak osobom o naturalnie czarnych rzęsach (sama do nich należę), na których kolorowy efekt jest bardzo trudny do osiągnięcia (albo go nie widać albo rzęsy są posklejane od niezliczonej ilości warstw tuszu). Tusze najczęściej bywają pogrubiające, wydłużające, podkręcające lub obiecują dwa albo nawet trzy wspomniane efekty naraz. Sceptycznie trzeba jednak traktować obietnice producentów w stylu 10x pogrubienia albo 200% dłuższych rzęs. Podobnie należy traktować reklamy, w których 99% modelek ma przyklejone sztuczne rzęsy. Dobra, ale jaki tusz wybrać? Jeśli chodzi o konsystencję to zdecydowanie powininna być jednolita, kremowa i bez grudek. A jaki efekt?

* POGRUBIAJĄCE:
wydaje mi się, że ostatnio najpopularniejsze. Nadają się do każdego rodzaju rzęs, szczególnie rzadkich i cienkich gdyż pogrubiając je zazwyczaj znacznie zwiększają ich objętość. Niektóre z nich dają efekt niemal sztucznych rzęs jednak trzeba uważać, gdyż czasem lubią sklejać rzęsy.
Polecam tusze 2000 Calorie Max Factora, Fatale i Hypnose od Lancome i DiorShow Diora.

* WYDŁUŻAJĄCE: zazwyczaj ich działanie polega na przyklejaniu się mikrowłókien do rzęs, co powoduje, że wydają się dłuższe. Mascary te raczej rozdzielają rzęsy, co nie powoduje wzrostu objętości. Nie polecam ich dla cienkich i rzadkich rzęs - łatwo wtedy uzyskać efekt "owadzich nóżek".
Przykłady: Everlong YSL, Long pretty lashes Clinique

* PODKRĘCAJĄCE:
i tak nie zastąpią zalotki. Często zamiast podkręcać unoszą rzęsy i rozdzielają je. Nie nadają się do prostych i sztywnych rzęs.
Przykład: Virtuose, Lancome

* MULTI ACTION:
czyli tusze dające kilka efektów naraz, najczęściej spotyka się pogrubiająco-wydłużające. Osobiście bardzo je lubię, bo niezwykłe łatwo modeluje się nimi rzęsy i w zależności od ilości nałożonych warstw można uzyskać zupełnie różne efekty - od naturalnie wyglądających lekko pogrubionych i wydłużonych rzęs po teatralny efekt.
Uwielbiam Inimitable Chanel, polecam też Liner Effect Bourjois.

Kolejnym pytaniem, jakie się nasuwa jest "z bazą czy bez?".
Nie wszystkie BAZY POD TUSZE dobrze spełniają swoje zadania i nie wszystkie tusze z nimi współpracują. Baza nie może sklejać rzęs, powinna natomiast nadawać im poślizg, dzięki czemu łatwiej nałożymy tusz. Tusz zaś powinien być kryjący, kremowy (baza nie będzie prześwitywać spod niego).

A może TUSZ WODOODPORNY?
Jeśli wybieramy się na szaleństwo na śniegu, wizytę na basenie (o ile malujemy się na basen), pada deszcz lub idziemy na wzruszającą uroczystość jak najbardziej tak. Na codzień jednak ich nie polecam, bo trudniej je zmyć (pamiętajmy o specjalnym preparacie!). Idealnie nadają się do użycia na podkręconych zalotką rzęsach (o tym tricku za niedługo).

Jaka SZCZOTECZKA jest najlepsza?
Moim zdaniem najważniejsze, aby była gęsta. W zbyt rzadkiej pomiędzy włoskami zbiera się za dużo tuszu, przez co skleja rzęsy. Powinna być też dostosowana do efektu, jaki chcemy osiągnąć - podkręcająca ma wygięty kształt, wydłużające często są proste a pogrubiające przypominają swoim kształtem stożek (nie jest to oczywiście regułą). Ostatnio możemy wybierać między szczoteczkami tradycyjnymi a silikonowymi. Te drugie zdecydowanie łatwiej umyć i są bardziej giętkie. Nie zauważyłam jednak ich zbyt wielkiego wpływu na efekt mascary, więc myślę, że nie należy się w dużej mierze sugerować materiałem, z którego jest szczoteczka a raczej jej kształtem. Istnieją też tusze z grzebykami. Miałam takie dwa i na początku na grzebyku osiadało zbyt wiele tuszu i trzeba go było przed użyciem wycierać z jego nadmiaru (przez co sporo tuszu się marnowało). Trzeba się tez nim nauczyć posługiwać, aby ładnie rozdzielał rzęsy. Osobiście wolę szczoteczki, są wygodniejsze i można nimi stopniować efekt.

Na specjalne okazje polecam SZTUCZNE RZĘSY. Efekt jest powalający. Preferuję rzęsy w kępkach - łatwiej je przykleić i dopasować do kształtu oka. Zależnie od oczekiwanego efektu można przykleić ich mniej (tylko w zewnętrzym kąciku) lub na całej długości rzęs. Przed wielkim wyjściem radzę poćwiczyć, bo nie każdej z nas od razu uda się przykleić je idealnie (chyba nie chcemy 2 rzędów rzęs, czyż nie?). Efekt jednak wart jest zachodu. Musimy zaopatrzyć się też w dobry (najlepiej bezbarwny lub czarny) klej do rzęs i eyeliner. Po przyklejeniu malujemy kreskę linerem (dzięki temu miejsca przyklejenia rzęs będą niewidoczne) i delikatnie pociągamy je małą warstwą tuszu (to dodatkowo połączy je z naszymi naturalnymi). Odpowiednio przyklejone sztuczne rzęsy dają efekt naturalnie pięknych, długich i gęstych rzęs.
Polecam: Rzęsy w kępkach Inter Vion (2 długości do wyboru) i klej Inglota

Bonus: zdjęcie tuszy i linerów :) Jeśli dam radę, dodam jutro zdjęcia dobrych i złych szczoteczek.


21.04.2009 o godz. 13:42
Czy któraś z Nas wyobraża sobie codzienny makijaż bez mazideł do ust? Prawdopodobnie nie. Szminki i błyszczyki to chyba najpopularniejsze kosmetyki na świecie. Dziś będzie właśnie o nich.

Błyszczyk czy szminka? Wybór należy do Ciebie. I jedne i drugie mają swoje zalety i wady. Zacznijmy od kolorów. Błyszczyki są zazwyczaj transparentne, nadają lekki kolor. Szminki są bardziej kryjące i zdecydowanie trwalsze. Połączeniem obu tych kosmetyków jest szminka w płynie. Jest to kosmetyk o konsystencji błyszczyku (płynny) ale zdecydowanie bardziej kryjący i trwały. Kolor dobierz do swojej karnacji i upodobań. Jeśli jesteś delikatną blondynką wybierz delikatny róż lub beż z domieszką różu. Jeśli brunetką – wybierz brąz. Podobnie jak w wypadku kosmetyków do twarzy kieruj się odcieniem swojej cery – ciepłym lub zimnym. Sięgnij też po czerwoną szminkę – czerwień pasuje każdej kobiecie, trzeba tylko znaleźć odpowiedni odcień. Dla młodych dziewczyn lub tych zaczynających swoją przygodę z czerwienią polecam czerwonawy błyszczyk, delikatny błyszczyk w szmince lub barwiący na delikatny kolor balsam do ust. Tym odważniejszym polecam matowe i satynowe szminki.
RADA: jeśli posiadasz matową/satynową/kryjącą czerwoną szminkę i kolor wydaje Ci się być zbyt intensywny nie maluj ust sztyftem tylko nałóż trochę pomadki na palec i wklep w usta. W ten sposób można uzyskać nawet naturalny efekt i łatwo stopniować kolor.
Polecam też zakup pomadki lub błyszczyka w cielistym kolorze (tzw. Nude) odpowiednio w beżowym lub beżowo-różowym kolorze, przyda się do modnego ostatnio make-up no make-up lub do stonowania ust przy mocno pomalowanych oczach.
Teraz po kolei zalety i wady każdego kosmetyku:

*SZMINKI: ich ogromną zaletą jest mnogość efektów, jakie można nimi uzyskać. Matowe, satynowe, kryjące lub delikatne, transparentne, pielęgnujące. Te kryjące, matowe są zazwyczaj trwalsze ale czasem wysuszają usta. Ich zaletą jest też fakt, że często nie zostawiają śladów np. na szklankach. Można stopniować ich efekt, łatwo wykonać nimi elegancki makijaż.
Lekkie, transparentne, czasem są nazywane błyszczykiem w szmince. Usta pięknie błyszczą, często te pomadki mają też właściwości pielęgnujące. Niestety są zdecydowanie mniej trwałe niż te matowe i lubią zostawiać ślady.
Z matowych szminek gorąco polecam MAC, Giordani Gold Oriflame oraz moją nieodżałowaną, wycofaną kilka lat temu Bourjois. Z błyszczących lubię Dior Addict High shine, Clarins Rouge Appeal a z kremowych (raczej kryjące) polecam Dior Rouge i Lancome La Rouge absolu (jej nowej wersji nie miałam jeszcze okazji wypróbować). Świetne są też pomadki Chanel - Rouge Allure i Hydrabase.

* BŁYSZCZYKI: najpopularniejszy kosmetyk, szczególnie wśród młodych dziewczyn. Zazwyczaj mają transparentne odcienie, często z dodatkiem błyszczących drobinek. Mogą być gęste (trwalsze ale mają swoje wady – często lubią się do nich przyklejać włosy) i pielęgnujące albo lekkie i rzadsze (te są mniej trwałe, niektóre wręcz znikają z prędkością światła). Błyszczyki mają przeróżne zapachy i smaki co jest niewątpliwą ich zaletą. Dają efekt błyszczących, mokrych lub polakierowanych ust. Niektóre o miętowym zapachu odświeżają oddech.
Moi faworyci:
Jeśli zależy Wam na zapachu i smaku polecam Smackers’y (to niby błyszczyko-balsamy ale właściwości pielęgnacyjnych moim zdaniem nie mają), można je kupić w Smyku lub Super Pharm.
Z gęstych i trwałych błyszczyków polecam Juicy Tubes od Lancome (tez mają obłędne zapachy) i Diorkiss od Diora.
Z błyszczących lubię Chanel Levres Scintillantes i najpopularniejsze błyszczyki L’Oreal - Glam Shine
Mentholowy polecam Gloss mentol od Bourjois, jest naprawdę super!
Z pielęgnujących polecam L’Oreal Pastel Repair i Clinique Superbalm.

* KREDKI DO UST: sprawdzają się szczególnie przy wieczorowym makijażu i szminkach, które lubią wypływać poza kontur ust. Pamiętajcie aby konturówka była w odcieniu (prawie) identycznym jak szminka! Konturówką można tez poprawić kształt ust np. powiększyć je lub zmniejszyć ich asymetrię. Kredka powinna rysować cienką linię (wartą ja potem jeszcze wklepać w usta lub rozetrzeć), nie powinna być ani za miękka ani za twarda. Warto pomalować nią całe usta – poprawi trwałość szminki.
Osobiście lubię konturówki Inglota, nie inwestuję w nie majątku bo stosunkowo rzadko ich używam.

* BALSAMY DO UST: występują w tubkach, słoiczkach i sztyftach. Warto je stosować bo dzięki nim usta są idealnie gładkie. Stosuje się je wedle potrzeby, ratują nawet najbardziej wysuszone usta. Polecam nałożyć grubszą warstwę balsamu na noc a także użyć go pod wysuszającą usta pomadkę.
Moje hity wśród balsamów do ust to Tisane (do kupienia w aptece) i Carmex (znajdziecie go w Super-pharm lub na Allegro)

To tyle na dziś. Jeśli macie jakieś pytania piszcie, chętnie Wam pomogę (także w kwestii doboru kolorów kosmetyków).
Wklejam mój zbiór mazideł do ust, miłego oglądania :)

16.03.2009 o godz. 17:03
Dziś obiecane kosmetyki do zadań specjalnych. Łatwo pogubić się wsród tych wszytskich baz, fixatorów i kamuflaży. Podpowiem Wam czego szukać a czego unikać :)
Wklejam zdjęcie mojej bazy, fixatora, korektorów i podkładów

* KOREKTORY: wystepuje głownie w postaci kremów, sztyftów lub w pedzelku. W ten ostatni warto się zaopatrzyć szczególnie gdy mamy cienie pod oczami. Taki korektor łatwo rozświetli nam okolice oczu dając efekt wypoczetych oczu :) Te w sztyfcie nadają się idealnie do tuszowania krostek i innych mniejszych wyprysków. Na te bardziej rozległe a także przebarwienia czy też zmiany barwnikowe najlepszy bedzie korektor w kremie. Jest gęstrzy i zdecydowanie bardzie kryjący. trzeba go rozprowadzić cienką warstwą aby nie uzyskać efektu maski.
Przykłady: YSL Touch eclat (w pędzelku), ArtDeco, camouflage cream (w kremie)

* KAMUFLAŻE: głównie są to kryjące korektory w kremie, bardzo gęste długotrwałe. Używają ich głównie profesjonaliści, ponieważ kryją tak mocno, że da się nimi zakryć nawet tatuaż. Warto w taki kosmetyk zainwestowac gdy mamy większe kłopoty z cerą, przy tych sporadycznych wystarczy zwykły korektor. Od siebie polecam Dermacol (cięzko go niestety dostać). Ta kryjąca pasta jest czeskim podkładem charakteryzatowkim i nie dość, że zakryje absolutnie wszytko to jeszcze jest tak wydajny, że jedna tubka starczy na paredziesiąt lat. Polecam go, w dodatku cena jest zachęcająca - max 15zł za tubkę :)

* BAZY: baz jest naprawdę wiele. Pod cienie do oczu, pod tusz do rzęs, pod podkład. Na pewno warto zaopatrzyć się w bazę pod cienie. Zdecydowanie przedłuża trwałość makijażu i wydobywa intensywność koloru. Kosmetyk ten potrzebny jest szczególnie posiadaczkom tłustych powiek (takim jak ja :( ). Bazy te zazwyczja mają postać kremu, który dosyć łatwo rozetrzeć na powiece. Nie przesadzajcie jednak z ilością nałożonej bazy bo efekt bedzie odwrotny od zamierzonego.
Baza pod tusz - to coś co moim zdaniem można sobie podarować. Testowalam już jakieś 5 baz i każda niemiłosiernie sklejała mi rzęsy (jak nie sama to po nałożeniu tuszu). Jedyna baza, którą w miarę polubiłam to ta z tuszu Maxi Frange Bourjois ale ja już pisałam bez bazy pod tusz można się obejść.
Baza po podkład - tą na pewno warto kupić. Na większe wyjścia polecam bazy przedłużajace trwałość makijażu. Na codzień sprawdzaja się bazy niwelujące niektóre problemy skóry np zaczerwienienia (bazy zielone) czy ziemistą cerę (bazy jasne, rozświetlające). Często wydają się być drogie ale w rzeczywistości są bardzo wydajne.
Przykłady: bazy pod cienie- ArtDeco, Lumene, Urban decay, Mac, pod tusz - Guerlain, Miss Sporty, pod podkład - fae primer Oriflame, Photofinish Smashbox, dobre są też Chanel

* Fixatory: to kosmetyki sprawdzające się najlepiej podczas sesji zdjęciowych i wielkich wyjść. Ich zadaniem jets utrwalenie makijażu na wiele godzin. Mogą być w formie sprayu lub pudru. Łatwo łączą się z nieprofesjonalnymi kosmetykami. Warto je kupić jeśli często imprezujemy lub musimy miec nienaganny makijaż przez wiele godzin. Na codzień nie polecam, za bardzo obciążaja skóre, na dłuższą metę mogą też zapychać.
Przyklady: Dermacolor Fixing spray i Fixing powder, oba Kryolanu
09.02.2009 o godz. 22:20
Tym razem odcinek o pudrach i różu. Puder to jeden z najczęściej używanych kosmetyków do twarzy. Moim zdaniem przy ładnej cerze wystarczy tylko puder, podkład jest zbędny. Jak wybrać puder: do wykończenia makijażu niezbędny jest puder sypki. DO poprawek w ciągu dnia polecam kompakt. Zastanów się też, czy potrzebujesz pudru matującego, rozświetlającego czy też szukasz bronzera. Podciągnę też pod ten temat róże do policzków. Tym razem wskazówki pomocne przy znalezieniu idealnego odcienia umieszczę przy poszczególnych typach kosmetyków.

Typy pudrów:
* Sypkie: niezbędne do wykończenia makijażu. Do opakowania często dołączony jest puszek ale polecam nakładać je dużymi pędzlami. Mogą być matujące, rozświetlające, brązujące. Matujący lub dający efekt półmatu puder należy dobrać do odcienia skóry (i podkładu jeśli używamy). Tutaj jednak nie stanie się tragedia jeśli puder będzie minimalnie jaśniejszy/ciemniejszy bo odpowiednio nałożony zniweluje różnicę odcienia. Jeśli nie jesteś pewna, który wybrać kup odcień transparetny. Ważne by sypki puder był dobrze zmielony. Polecam te w słoikach, są też w pędzlu ale czasem lubią się otwierać w torebce :(
Wybierając puder do twarzy zwróć uwagę na ilość drobinek - nie chcesz chyba wyglądać jak bombka choinkowa?
Przykłady: CLinique Blended face powder, Inglot Loose powder, Estee Lauder Lucidity

* Prasowane: Świetne do torebki do poprawek w ciagu dnia. Najwygodniej nakłada je się dołączoną gąbeczką, zazwyczaj dają matowy efekt. Polecam zakup dobrego kompaktu, podobnie jak sypaniec starczy na baaaardzo długo a jest niemalże niezbędny w makiajażu!
Przykłady: Rimmell Stay matte,

* Rozświetlające: występują w postaci pudrów sypkich, prasowanych, kulek, musów i tzw mozajek. Mogą być satynowe, metaliczne lub brokatowe. Nakłada się je najczęściej na kości policzkowe, skronie i pod łuk brwiowy. Najważniejszą rzeczą przy wyborze rozświetlacza jest ocena odcienia skóry. Chłodnej będą pasowały rozświetlacze z dodatkiem srebra czy różu a ciepłej - brązu i złota. Jeśli chodzi o sypkie to szukajcie drobnozmielonych najlepiej z małą ilością drobinek. Moim zdaniem najłądniej wyglądają te satynowe (dają efekt subtelnego rozświetlenia) bo z dużą ilością drobiek łatwo przesadzić.
Prasowane są jednymi z moich ulubionych. Często wierzchnią warstwę stanowi brokat więc nie zrażajcie się od razu, wystarczy raz - dwa razy użyć tego kosmetyku by warstwa brokat się starła. Najwięcej wśród nich jest rozswietlaczy satynowych i metalicznych. Te drugie fajnie wyglądają na imprezie ale łatwo z nimi przesadzić więc uważajcie! Nakłada się je średniej wielkości pędzlem.
Kolorowe kulki są dobrym rozwiązaniem dla dziewczyn chcacych połączyć kilka odcieni rozświetacza. Zazwyczaj zawierają conajmniej 3 kolory kulek ale zazwyczja jets ich około 6. Mogą być ciepłe i zimne (w duecie dobr dla dziewczyn o neutralnym odcieniu skóry), często zawierają też kulki matowe i lekko perłowe. Nietóre firmy proponują stworzenie własnego zestawu kulek - warto z tego korzystać :) Nakłada się je pędzlem. Najlepiej "wymieszać" nim lekko kulki aby nabrać wszystkie odcienie.
Mozajki to prasowane pudry składające się z kilku odcieni pudru. Można je mieszać albo nakładać osobno. Warto zwrócić na nie uwagę gdy szukamy kilku efektów rozświetlenia - często wystarczy nam kupić jedną dobrą mozajkę :)
Musy - zazwyczaj są metaliczne, nakłada się je palcem. Łatwo stopniuje się ich nasycenie ale wydaje mi się, że wyglądają trochę sztucznie (to oczywiście moje subiektywne odczucie). Polecam kupno rozświetlacza - uzyty w rozsądnej ilości sprawia, że twarz wygląda na bardziej wypoczętą i młodszą. Należy jednak uważać z nimi przy cerze z niedoskonałościami - rozświetlacze uwydatniają je!
Przykłady: Essence All Over Highlighter, Guerlain Meteorites - wszystkie rodzaje, APC puder w kulkach, Givenchy Prisme again

* Bronzery: poodbnie jak rozświetlacze wystepują w formie pudru sypkiego, prasowanego, kulek, mozajek i musów. Łatwo z nimi przesadzić bo większość z nich wpada w pomarańcz albo zawiera wielkie drobiny brokatu. Polecam prasowane - łatwo stopniować nimi efekt i w kulkach - latwo stworzyć idealny odcień (za żółty? Wyrzuć część żółtych kulek. Za pomarańczowy - wybierz te ceglaste. Za ciemny? Pozbądź się części tych najciemniejszych). Podobnie z mozajkami choć tu ciężko dopasować idealny odcień (nie można usunąć np. ceglastego a omijanie go bywa trudne). Najlepsze są matowe brązery, które niestety są na naszym rynku w mniejszości :( Sypkie prawie zawsze mają drobinki, prasowane bywają matowe ale zazwyczaj też są drobinkow elub metaliczne. W musie matowego nie spotkałam, też był lekko metaliczny. Brązer idealnie nadaje się do modelowania twarzy lub nadawania efektu lekkiej (powtarzam LEKKIEJ) opalenizny. Najłatwiej nakładać go płaskim pędzlem na kości policzkowe, czoło, nos i brodę (coś na kształt krzyża). O idealny odcień dosyć trudno dlatego warto testować w drogeriach - wiele brązerów jest za ciemnych lub za pomarańczowych dla karnacji typowej dla Polek. Dla śniadych (takich jak ja) matowe brązery mogą służyć za caloroczny puder matujący skoro inne są za jasne. Często firmy (np. Guerlain) mają osobne odcienie dla blondynek, brunetek a czasem i dla rudych :)
Przykłady: Guerlain Teracotta, Essence Bronzing powder (ten prasowany, sczególnie polecam z limitowanki Sun Club).

Teraz kolej na róże do policzków. Te zazwyczaj są matowe chociaż miewają male drobinki (raczej dyskretne). Róż należy dobrac do karnacji (ciepła lub zimna). Najbardziej uniwersalne są odcienie różu ale dla ciepłej karnacji polecam bardziej jasny brąz lub brzoskwinię. Róż wspaniale ożywia twarz i ją modeluje. Naklada się go na kości policzkowe (w wypadku modelowania też na brodę, górną krawędź czoła). Nakłada się je małymi pędzlami, polecam te ścięte.

Typy różu:
* Prasowany: najpopularniejszy. Zazwyczaj jest matowy. Łatwo się go nakłada, łatwo stopniować nim efekt i o ile nie jest mocno nasycony kolorem to trudno z nim przesadzić. Polecam ten typ różu, jest niezwykle łatwy w użyciu i trwały.

* Sypki: to głównie róże mineralne. Polecam do cery z problemami (np. trądzik) bo zdecydowanie łatwiej z nimi przesadzić niż z prasowanymi.
* W kremie lub musie: w przeciwieństwie do pozostałych te nakladamy POD podkład. Rozprowadza się je palcami, łatwo wtapiają się w skórę, są produkowane głównie w naturalnych odcieniach. Polecam początkującym bo gdy się przesadzi można zmyć sam róż bez potrzeby niszczenia połowy makijażu :)
Przykłady: Bourjois Pastel Jeues, Dior Diorblush, Essence 2 in 2 powder Blush

Mam nadzieję, że pomogłam. W razie pytań chętnie pomogę. W następnym odcinku opiszę kosmetyki do zadań specjalnych m.in. korektory, kamuflarze, bazy i fiksatory :)
PS: Konsumpcjo pisząc tamtą notkę nie znalazłam funkcji pogrubiania itp. Teraz już się tego nauczyłam więc poprawiłąm tamtą notkę. Mam nadzieję, że teraz jets bardziej przystępna :)
Dokładam zdjęcia moich pudrów i róży :)
20.01.2009 o godz. 20:32
Druga skóra czyli o podkładach słów kilka :)

Podkład. Podstawa makijażu czy też można z niego zrezygnować? Jeśli kupić to jaki? - Dziś postaram się odpowiedzieć na te i kilka innych pytań odnośnie podkładów. Zdecydowanie warto kupić jeden lub dwa nawet odcienie (jaśniejszy zimowy i nieco ciemniejszy - letni). Zimą sprawdzają się podkłady gęstsze natomiast latem te leciutkie. Jak wybrać podkład? Zacznę może od koloru. Nie jestem zwolenniczką używania podkładu codziennie (ma on na celu wyrownanie kolorytu skóry a nie maskowanie niedoskonałości), sprawdza się też nakładanie go na te partie, które tego wymagają a nie na całą twarz. Warto przyjżeć się naturalnemu odcieniowi naszej skóry - czy jest chłodna (nalezy szukać podkładu z różowym pigmentem) czy ciepła (tu sprawdzą się żółtawe odcienie). Łatwo z tym przesadzić i kupić podkład zbyt różowy - i uzyskać efekt świnki lub za zółty/pomarańczowy - efekt spalenizny na solarium lub kiepskiego samoopalacza, jak kto woli ;) Jeśli już zdecydowałaś jaki odcień ma Twoja cera wybierz się do drogerii. Warto też obiektywnie ocenić czy jest posiadaczką ciemnej karnacji, średniej czy też jesteś bladolica - to znacznie ułatwi poszukiwania. Pamietajcie, że nie należy testować odcienia na nadgarsku tylko na twarzy. Warto też sprawdzić czy nie różni się on od koloru szyji (niestety sama mam z tym problem - twarz mam naturalnie ciemniejszą od szyji :( ). Jeśli różnica jest niewielka można śmiało kupić dany odcień. Drugą kwestią jest światło - to w drogeriach często przekłamuje kolory więc najlepiej testować podkład w świetle dziennym. Jeśli jets możliwość zabrania próbek warto z niej skorzystać - pozwalają one ocenić czy dany kosmetyk nam odpowiada i czy odcień jest odpowiedni. Szczególnie ważne jest to przy zakupie droższych kosmetyków, po co wydać 200zł na podkład w złym odcieniu? Podkład należy też dostować do typu skóry oraz stylu życia. Warto zastanowić się czy potrzebujemy podkładu matującego, rozświetlającego a może supertrwałego?

Typy podkładów:
* NAWILŻAJĄCY: zazwyczaj są lekko kryjące. Chyba są najłatwiejsze w aplikacji - lekkie i płynne latwo równomiernie nałożyć na twarz bez smug i efektu maski. Zazwyczaj wyglądają na twarzy niezwykle naturalnie. Nadają się do skóry suchej (teoretycznie). Praktycznie polecam każdemu komu nie jest potrzebny mocno kryjący lub matujący efekt. Przykłady: Clinique Supermoisture make-up, Dior Eclat satin.
* MATUJĄCY: Są bardziej kryjące od tych nawilżających. Zapewniają matowe wykończenie (przynajmniej w obietnicy producenta).Często są gęstsze i przy większej ilości potrafią dać efekt maski. Matujące podkłady mogą być płynne, w kompakcie lub w musie. Przykład: Clarind truly matte foundation.
* LIFTINGUJĄCY - mają ukrywać oznaki starzenia a nawet je niwelować. Bywają bardzo kryjące przez co lubią tworzyć efekt maski. Cieższe, trudniej je perfekcyjnie rozprowadzić. Przykłady: Bell Ati age, Collistar Anti age lifting foundation.
* W MUSIE: matujące o lekkiej konsystencji pianki. Latwo z nimi przesadzić i potrzeba więcej czasu na idealne rozprowdzenie bez smug. Przy dobrze dobranym odcieniu wyglądają dosyć naturalnie i nie trzeba ich pudrować bo zapewniaja matowe wykończenie na dosyć długo. Lekko/średnio kryjące. Nie nadają się do suchej skóry! Polecam natomiats do tłustej i mieszanej z ukłonem w stronę tłustej. Przykład: Maybelline Dream matte mousse
* KOMPAKTY: pudrowe, gęste, mocno kryjące podkłady. Zazwyczaj zapewniają matowe/lekko rozświetlające wykończenie. Dobre zsczególnie do poprawek w ciągu dnia. Przykład: Chanel Mat lumiere
* SUPERTRWAŁE: wg obietnic producentów mają przetrwać wszystko, nie brudzą ubrań, nie scierają się, wytrzymują wiele godzin na twarzy. Przeważnie są dosyć kryjące i gęstrze od nawilżających. Warto je stosować na specjalne okazje. Przykład: Gosh X-ceptinal wear
* MINERALNE: Wachałam się czy umieścić to w dziale pudry czy podkłady, ale że wiekszość z nich w nazwie ma słowo podkład wybrałam ten dział. Pudry te niestety nie zawsze są stricte mineralne (patrz np. L'Oreal). Są dosyć kryjące, z powodzeniem zastępują lekki podkład, dają satynow elub matowe wykończenie. Hipoalergiczne, nadają się do każdego rodzaju skóry a w szczególności do wrażliwje i trądzikowej. Nakłada się je pęzlem Kabuki (często dołączony do pudru). Przykłady: Essence, L'Oreal, Isa Dora, Bare minerals, Every day minerals.

Kolejne pytanie to czym nakładać podkład? DO płynnych polecam specjalne taklonowe pędzle - precyzyjnie rozprowadzają kosmetyk cieniutką warstwą po aplikacji pędzlem dodatkowo delikatnie wklepuję go w skórę. Można też nakładać taki podkład gąbką lub palcami. Musy nakładamy tylko i wyłacznie palcami natomiast kompakty gąbeczką. Mineralne jak już pisałam najlepiej pędzlem kabuki z naturalnego włosia.

Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam. W razie jakiś pytań - piszcie, na pewno odpowiem :)

08.01.2009 o godz. 18:50
Dziś krótka notka jak i od czego zacząć. Najpierw należy zastanowić się kogo będziemy malować. Czy tylko siebie czy także inne osoby. Jeśli tylko siebie nie warto wydawać fortuny na wiele odcieni różu do policzków, rozświetlaczy, pudrów, podkładów itp. Na początku warto zaopatrzyć się w podkład, puder, róż, korektor, tusz do rzęs, jakieś cienie i mazidła do ust (wg uznania - szminki, błyszczyki). Później warto dokupić sobie rozświetlacz, bronzer, kredki do oczu/linery, kredkę do ust i inne odcienie cieni i błyszczyków/szminek. Jeśli chodzi o dobór kolorów to jestem zwolenniczką własnej teorii - każdy kolor pasuje każdej kobiecie tylko trzeba wybrać jego odpowiedni odcień (ciepły lub zimny) i ewentualnie dobrać do niego jakiś drugi pasujący kolor. Przykład? Moje oczy wyglądają fatalnie pomalowane zimnym niebieskim. Jeśli jednak użyję cieplejszego odcienia błękitu ( tak drogie Panie, z pozoru zimny błękit też można znaleźć w ciepłej tonacji) i połączę go z brązem oko wygląda zdecydowanie lepiej. Najlepiej dobierać kolory nie tylko do tęczówki ale także do karnacji i włosów. Tak się składa, ze sama jestem pewnego rodzaju wybrykiem natury - karnacja ciemna, włosy średnie (od 2 lat farbowane na ciemny brąz) i oczy jasne - zielono-szaro-niebieskie. 3/4 wizażystek kładło mi na powieki zimne fiolety "bo pasują do zielonych oczu". I co z tego skoro za nic w świecie nie pasowały do moich wlosów i skóry? Z fioletów nie zrezygnowałam - używam ciepłych odcieni tego koloru. Jeśli więc jakiś odcień Wam się spodoba, nie kierujcie się schematami a próbujcie! W połączeniu z innym cieniem, na mokro, na sucho, może uda Wam się znaleźć połączenie idealnie harmonizujące z Waszą urodą.
Część tej notki dla Wielu z Was pewnie była oczywista i zastanawiacie się teraz po co to pisałam ale wierzcie mi są wśród nas początkujące, dla których każda rada jest cenna. W najbliższym czasie postaram się opisać poszczególne grupy kosmetyków pomagając Wam wybrać te niezbędne i odrzucić te, bez których można się obyć :)

PS: Przed pójściem na zakupy warto zajżeć tutaj http://wizaz.pl/kosmetyki/ bardzo pomocna strona
Tagi: kosmetyki
04.01.2009 o godz. 13:47
WItajcie! Na tym blogu będę wklejać makijaże oraz zdradzę Wam jak i czym je wykonać. Znajdziecie tu też liczne porady i triki makijażowe.
Miłego oglądania!
03.01.2009 o godz. 14:56
wizazystka
World of make-up ;)
Skąd: Katowice
O mnie: Nałogowa kosmetykoholiczka i włosomaniaczka. Z zamiłowania wizażystka, podróżniczka i tancerka. Interesuję się też chemią kosmetyczną a w wolnych chwilach robię własnoręcznie kolczyki.
statystyki